Just don't think!!!
Zwort "
przemyśl to" jest chyba najgorszą możliwą radą. Bo jak juz usiądziesz i zaczniesz myśleć to jesteś jeszcze bardziej pogubiony niż byłeś. Przyjanmniej ja tak mam. Zastanawianie sie nad czymś to w moim przypadku samobójstwo. Wtedy sobie uświadamiam jaka byłam głupia i beznadziejna. W ogóle dochodzę do wniosku że wszystko, co zrobiłam było posrane. Albo z jakiś paranoicznych, wyśnionych przekrzywien wyłania mi się chora nadzieja, która się okazuję oczywiście płonna. Efekt? Wielki zawód, ostry ból i kolejne fałszywe wnioski. Dlatego radzę wam: Podejmujcie decyzje pod wpływem chwili!! Bo tak zwane przemyślenie zawsze daje spaczony obraz sytuacji. A przykrzywienie w każdą strone jest złe...
Tak więc moją nową ideologią jest niemyślenie. :) Aby to uczynić najlepiej znaleźć sobie zajęcie i wypełnienić dzień tak żeby nie mieć czasu na wałkowanie w głowie czegokolwiek z przeszłości. Ja na przykład zaczęłam ostatnio pisać jak głupia. Zasypuję zeszyt jakimiś pierdołami i musze przyznać że mi to pomaga. To są w większości pozbawione ładu, składu i sensu durnowate notatki. Dochodzę jednak do wniosku, że im więcej z siebie wyrzycisz tym więcej w sobie masz. I jeszcze jeden paradoks: im mniej się nad czymś zastanawiasz tym leprze masz o tym pojęcie. Trzeba brać rzeczy na uczucia. Nawet jeśli taki impuls jest nie do końca "poprawny" to jest szczery. A chyba wolę najbardziej pozbawioną sensu prawde niż wyrafinowane i ubrane w piękne słowa kłamstwo.
city-of-angels 2006-03-01 20:13:23
skomentuj (9)
Piata rano...
I znów próbuję napisać coś. Od dawna nie mogłam się do tego zabrać. Bezsenność połączna z wyczerpanymi bateriami w dickmanie to jednak niezły kopniak w d..ę! Ta długaśna przerwa to chyba efekt nowych uczuć, które się we mnie jakiś czas temu pojawiły, a ja nie miałam pojęcia jak je opisać. Nadal nie umiem tego zrobić... Nawet nie wiem czy są dobre czy złe i czy chcę je w sobie mieć. Ale nie będę sie rozwodzić nad tym czego jeszcze w żaden sposób nie potrafię zrozumieć.
Chiałabym czasem wrócić do swojego dzieciństwa. mam wrażenie, że wtedy wszystko lepiej wiedziałam. Albo byłam smutna albo wesoła, albo coś było fajne albo głupie, albo kogoś kochałam alboe nie... A teraz? Im jestem starszam tym mniej rozumiem. Podobno nastolatki mają problemy z rozpoznawaniem emocji u siebie i innych. Lepiej to wychodzi pięcioletnim dzieciom niz mi. No i to by sie zgadzało, bo ja ostatnio sierio nie wiem jak sie czuję. Momentami mam wrażnie że w ogóle nic nie czuję... Chyba zapadam się coraz bardziej w te czarne punkty na mapie moich myśli. Przydałby mi się jakiś wyznacznik! Bo juz nie wiem co jedt w końcu dobre: światło czy ciemność? Kidys bez zastanowienia odpowiedziałabym, że to pierwsze. Dzisiaj wiem że światło oślepia, mami, oszukuje i bywa okrutne. Za to ciemność pozwala sie pogubić co daje tylko złudne i chwilowe poczucie bezpieczeństwa. Chce do krainy, gdzie zlewaja się wszsytkie barwy! jedyne mądre wnioski z mojego tak zwanego dorastania to , to że każda srajność jest zła, podobnie jak zła jest bezbarwność. Dobra jest równowaga. Dopóki nie wymyslę nic madrzejszego - bedę sie tego trzymać! :P
W dobie mojej fascynacji tym okresem życia, którego nie da się spieprzyć (chyba że cię zamkna w klatce) i w którym każdy błąd wychodzi w końcu na dobre, chciałam przytoczyć cytat z ksiązki Paulo Coelho:
"Dziecko może nauczyć dorosłych trzech rzeczy: cieszyć się bez powodu, być ciągle czymś zajętym i domagać się - ze wszystkich sił - tego, czego się pragnie."
city-of-angels 2006-02-27 10:27:30
skomentuj (1)
Spowiedź
Moje pojęcie odpowiedzialności jest chyba dosyć dziwne... Ja czuję się odpowiedzialna za to, co nie powinno być uznawane za moja winę, a to na czym powinno mi zależeć - olewam. Tak przynajmniej twierdzą tak zawani ludzie dorśli, którzy sami siebie nazywają też mądrzejszymi odemnie. Może mają rację... Może za pare lat zrozumiem jaka teraz jestem głupia, może zrozumiem, że szesnastolatka mało wie o świecie.
Na razie moja spowiedź wygląda tak:
Przepraszam wszystkich dorosłych, że jestem taka naiwna i głupia. Przepraszam, że wierzę w to w co wy już przestaliście wierzyć. Przepraszam, że budzę bolesną masę wspomnień tego jacy kiedyś byliście. Przepraszam, że jest wam żal straconych ideałów kiedy na mnie patrzycie. Przepraszam, że ciągle jeszcze czuję i jestem szczera. Przepraszam za tolerancję i za to, że nie chcę spełnić waszych oczekiwań. Przeprazszam, że nie pozwalam się ściągnąć na ziemię i dojrzeć jej taką jaka jest naprawdę. Przepraszam, że nie wyciągam wniosków z przeżyć i ciągle, ponownie i do znudzenia wierzę - nie wiem w co, ale silnie wierzę. Przepraszam, że nie umiem sprawić, żebyście znowu byli dziećmi tego świata i dla tego świata. Przepraszam...
city-of-angels 2005-06-09 21:40:44
skomentuj (20)
Notka o białych kartkach dziwactwach i analizach :P
Nawiedziła mnie przed chwilą chęć napisania czegoś śmiesznego i ironicznie błyskotliwego, ale jak zwykle gdy tylko otworzyłam Worda i ujrzałam to puste białe pole - zniknęła wena twórcza. Nie wiem czy to jakieś zboczenie ale chyba czysta kartka mnie przeraża... Mam wrarzenie, że ona, podobnie jak cały świat, czegoś odemnie oczekuje. A przecież nie chciałam tego pisać dla świata tylko dla siebie. Może tak ma być? Może każda czegoś warta myśl ma w moim przypadku pozostać tylko moją myślą i nie przybierać jakiejś formy. Kiedy czasem po takim (nazwijmy to) "kartkowym szoku" staram się opisać, a właściewie zmuszam się do opisania tego co chciałam wychodzi jakieś wymęczoneone fałszywe i bezemocjonalne SHIT!!! Zazdroszczę ludzią, którzy umieją przelewać na papier, muzykę czy cokolwiek innego to, co czują w jakiejś subiektywnej, uczuciowej i czytelnej formie. Chyba wszystko co do tej pory napisałam miało być pierwotnie o czymś zupełnie innym, bo po prostu jeśli w trakcie nie zmienię całej koncepcji to krótko mówiąc - dupa. Więc o czym ja pisze?? Na ile jest w tym co robie mnie skoro coś co miało wyrażać jakieś uczucie robi się notką o marmoladzie? Dziwadło ze mnie - wiem. Nic nie poradzę... Boję się pustych miejsc, boje się oczekiwań i boję się siebie.
Na polskim mieliśmy jakąś absolutnie bezsensowną pracę w grupach (przy przerabianiu lektury), której nawet nie chce mi sie opisywać (pracy w grupach nie lektury). Nic mnie tak nie boli jak mierzenie poezji linijką i jej dogłębna ANALIZA pod względem rymów, sylab w wersie i innych jakże ważnych wg. naszego ministerstwa oświaty Niszczcieli Emocjonalnego Odbioru (w skrócie NEO :P). Choć lektura pisana była prozą to i tak ją NEOnizowaliśmy. Nasz polonista sie jakiś głupi zrobił ostatnio - nawiasem mówiąc. W każdym razie praca w grupach, o której dawno temu pisałam wymagała użycia cytatów. W związku z tym wzięliśmy z biblioteki taką małą książeczkę z cytatami, a mi się kilka bardzo spodobało i je tu przytocze (kurwa, jaki wstęp mi wyszedł dla 3 cytatów).
"Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego" - a co jeśli ja nienawidzę siebie??
Miłość nie jest całkiem ślepa, ale cierpi na daltonizm.
Kochając możesz mnie niewnaidzić, byle byś tu był.
No to teraz je PRZEANALIZUJEMY... żartuje :P - nie posunę się do tej zbrodni i licząc na waszą inteligencję (albo cokolwiek innego) pozwolę wam rozumieć je jak chcecie.
city-of-angels 2005-04-16 19:20:09
skomentuj (5)
Kościół...
Na wstępie przepraszam tych, których urażę tą notką. Jest to moja subiektywna ocena, za którą będą przemawiać jakieś argumenty. Nie chce nikomu narzucac moich przekonań. Po prostu zastanawia mnie ilu ludzi się ze mna zgodzi...
Tak więc kościól jako instytucja według mnie jest do dupy. Z tego prostego powodu, że absolutnie mija się ze swoimi zalożeniami. Tak było zawsze i tak jest teraz. Nie będę sie czepiać inkwizycji i wypraw krzyżowych. Uznajmy to za minione. Sam sens Kościoła jest w porządku. I gdyby opierał się on jedynie Piśmie Świetym i przykazaniach to pewnie wszystko byłoby ok. Problem zaczyna się jak zawsze w momencie, w którym człowiek zaczyna zamykać w ramki coś tak płynnego, indywidualnego i niematerialnego jak wiara. Chodzi mi o to, że wymyślono jak POWINNO sie wierzyć w Boga. Człowiek zaczął tworzyć nowe przykazania (np. przykazania kościelne) lub pod przykrywką interpretacji przykazań bożych stwarzać nowe zasady moralne, pasujące do widzenia świata przez tego człowieka. Tak więc według mnie Kościół już nie prośi o przestrzeganie zasad Boga, tylko o przestrzeganie tego co ludzie (proboszcze, biskupi, papierze) wymyślili. Czy to Bóg zabronił zabaw w piątki, czy ustanowił kiedy jest post, czy zabronił zwiazków homoseksualnych (wg księży tak i jest to łamanie przykazania "nie cudzołóż")??? Dlaczego musimy wierzyć wedle jakiegoś schematu?? Dlaczego musimy interpretować Pismo Święte tak jak tego chce inny człowiek ??? Skąd wiemy, że papiez tworząc jakis porzadek Kościoła nie pomylił się??? Przecież jest człowiekiem!!! Na to pytanie kościół dał odpowiedz. Podobno, my jako katolicy wierzymy w nieomylność papieza!!! To już w ogóle jest pojebane. Oczywiście mam wielki szacunek do Jana Pawła II i myślę, że jest dobrym człowiekiem, ale nawet on sam mówi, że też popełnia błędy. A co z papieżami, którzy w średniowieczu mieli około 50 dzieciaków, wielkie połacie ziemskie i genialne pomysły jak nawracać niewiernych...
Ja czuje się ograniczana przez kościół. Po prostu duszę się hipokryzją, nieuczciwością i obłudą w miejscu, w którym powinno się po prostu kochać Boga. Nie twierdzę, że wszyscy księża są źli czy, że wszystko co się dzieje w kościele jest nieuczciwe. Zwyczajnie do szału doprowadza mnie to, że udaje się bez celu kogoś, kim się nie jest, a Bogiem usprawiedliwia się złe czyny.
city-of-angels 2005-03-05 15:37:50
skomentuj (9)
Co się wyprawia?!
Czy ladziom na walentynki wyjmuje się serca, żeby je powiesić na wystawie sklepowej?
W takim razie ja dziejkuje! Zachowam swoje na miejscu i bez żalu zrezygnuję ze świętowania.
city-of-angels 2005-02-11 18:53:41
skomentuj (7)
Złość!!!
Jestem wkurwiona!!! A tak naprawde to po prostu powinnam być smutna. Jednak, jak to mówi mądra książka od psychologii, złość jest jakąś metodą radzenia sobie ze smutkiem (lub stresem). Ogólnie chodzi o to, że gdy za dużo rzeczy wali ci się na głowę, to automatycznie robisz coś aby o tym nie myśleć, odreagowujesz. Dlatego, kiedy dzieje się coś, co nas przerasta zaczynamy wrzeszczeć na ludzi bez powodu (zawsze jakiś powód się znajdzie), kopiemy w stojącą obok szafkę, włączamy muzyke na fulla, oglądamy durne filmy w telewizji, kiwamy się bez sensu na krześle albo piszemy takie durne notki jak ta. Wszystko po to żeby nie myśleć! Kiedy już jako tako oswoimy się z całym czekającym na nas gównianym światem, to zaczynamy kombinować jak wybrnąć ze wszystkich problemów. Ja na przykład po napisaniu tylu głupot, zakonczonym wrzeszczeniu na kota, bo za głośno miałczał (nie było żadnego człowieka oprucz mnie w domu) i zbluzgania kosza na śmieci, bo nie było w nim torby, akurat wtedy, kiedy chciałam wyrzucić chusteczkę. Czuję się odrobinę lepiej i jestem w stanie włączyć muzykę bez uprzedniego zniszczenia jej odtwarzacza. Właśnie zaczynam poważnie rozważać przecięcie sobie żył (choć wiem, że tego nie zrobię, bo jeszcze nie byłam w Afryce ani w Irlandii), po czym dochodzę do wniosku, że lepiej byłoby pozabijac tych wszystkich, których nienawidzę. Na nieszczęście połowę tej grupy stanowią ci, których jednocześnie kocham :( Tak więc odrzucam opcję masowego mordu i wracam do punktu wyjścia, bo nie wiem co robić. Przynajmniej czuję się trochę lepiej...
Jeśli jest ktoś zainteresowany tym jak się zakonczyła
afera narkotykowa to streszczę to w tej notce, bo jakos mi wena odeszła, żeby to napisać w porządny sposób. Tak więc, Anja i Dosis postanowiły przeprowadzic poważną rozmowę ze swoimi byłymi. I choć nie powinny się do tego wtrącać (jak tak sie nimi przejmują to po co z nimi zrywały???), zapytały ich idiotki w prost czy palą trawę. Chłopacy zrobili wielki oczy i zapytali skąd im to do głowy przyszło. Na co one bez zająknięcia stwierdziły, że Lenka i Mille im tak powiedziały. Chłopcy się wkurwili i opierdolili L i M za to, że o nich głupoty rozpowiadają. Najbardziej zabolało to wówczas Lankę, bo Qfel , choć i tak mówił łagodniej niż Anus, to powiedział, że stracił do niej (Leny) zufanie. Ona to oczywiście bardzo przeżyła (jednak dzisiaj juz ich kontakt wrocił do stanu sprzed afery:):)). W jażdym razie wina spadła jak to zwykle bywa na najmniej winnego...
city-of-angels 2005-01-17 15:04:35
skomentuj (7)